Przejdź do treści

Durban – 1 sierpnia 2008

Rano pojechaliśmy do oceanarium w Durbanie. Jest to kompleks różnych obiektów związanych ze zwierzętami żyjącymi w oceanie. Są tam m.in. do obejrzenia wielkie akwaria z morskimi rybami, pokaz delfinów, pingwiny i pewnie jeszcze sto różnych rzeczy, których nie zdążyliśmy obejrzeć.

Akwaria są fajnie urządzone. Idzie się niby pod pokładem statku i przez okna widać otaczające nas ryby. Było tam też miejsce, w którym przez mikroskop można było obejrzeć skórę rekina.

Ryb do było dość sporo. Na końcu (jakby się na dłużej usiadło na ławce, która stała przed olbrzymim akwarium) można było ze znużenia zasnąć.
Jako przerywnik obejrzeć można było terraria z niebezpiecznymi płazami i gadami. Niektóre wyglądały bardzo ładnie i na pewno nie kojarzyły się ze śmiertelnie groźnymi zwierzętami. Czego przykładem były małe kolorowe żabki. Bardzo urocze i bardzo niebezpieczne.

Widzieliśmy na żywo (przez szybę) słynną czarną mambę. Najniebezpieczniejszego węża Afryki.

Po wyjściu z ryb mieliśmy pół godziny czasu do pokazu delfinów. Spędzić je można było na zakupach w pobliskim centrum albo przechadzając się po plaży tudzież po molu.

Pokaz delfinów trwał ok. 40 min. Delfiny pokazywały różne sztuczki. Śpiewały, tańczyły, klaskały i skakały. To właśnie skoki wzbudzały największe emocje wśród publiczności. Pokaz składał się z dwu części. W pierwszej występowały dwa delfiny, w drugiej pięć.

Po delfinach poszliśmy obejrzeć pingwiny.

Na koniec mieliśmy czas na dłuższe zakupy. Miejsce było na to bardzo dobre, bo było tam sporo pamiątkowych sklepików.

Po powrocie do hostelu mieliśmy w planie plażowanie. Wiało jednak niemiłosiernie i trudno było bez ruchu wytrzymać na plaży. Co odważniejsi poszli się jednak kąpać. Fale co chwila rozpłaszczały ich na brzegu. A ja co chwile liczyłem czy kąpiących się nadal jest siedmioro…

O dziwo (a może wcale nie) udało nam się wykąpać na strzeżonej plaży. I to strzeżonej przed dwóch ratowników. I chociaż flaga, którą wywiesili oznaczała „kąpiel na własną odpowiedzialność”, to w pewnym momencie jeden z nich wyszedł do nas i kazał nam się przesunąć do wyznaczonego na kąpiel – bardziej bezpiecznego – miejsca. Bo kąpiąc się fale stopniowo przesuwały nas w kierunku miejsca, gdzie były cofające się fale (czy jak to tam się nazywa).

Wieczorem mieliśmy zbiórkę z okazji rocznicy wybuchu Powstawia Warszawskiego. Rozdałem harcerzom plakietki „obozowe”. W trakcie zbiórki okazało się, że nigdy dość przypominania historii „Liberatora”, który rozbił się w Michalinie. A który był bezpośrednią przyczyną naszej obecności w RPA.

Kolacja była w formie grilla, którego przygotował nasz kierowca Grajan.

Z nowych gier na wieczorny koniec dnia był „twister”.

Mirek Grodzki